18-09-2020 Sprzątali pokoje i parzyli herbatę…

18-09-2020 Sprzątali pokoje i parzyli herbatę…

Niemcy rozliczyły się ze swą przeszłością (choć jeszcze nie do końca). Pod naciskiem zwycięskich mocarstw uznały swą odpowiedzialność zarówno za zbrodnie wojenne jak i zbrodnie przeciw ludzkości. Ustalono też, że niezależnie od osobistego uczestnictwa w owych zbrodniach, sama przynależność do niektórych służb i formacji jest godna potępienia. A już na pewno nie zasługuje na uprzywilejowanie w świadczeniach emerytalnych. A u nas? SB-cy działający w służbie więziennej nie są winni za represje wobec więźniów politycznych „bo postępowali zgodnie z przepisami wtedy obowiązującymi”, a funkcjonariusze SB w ogóle nie mogą ponosić odpowiedzialności za „samą przynależność do tej formacji” i zasługują na wyższe emerytury niż inni pracownicy administracji publicznej tamtego czasu. Trzeba SB-kowi dowieść odpowiedzialności osobistej. A wtedy też niektórzy wybronią się argumentem, że „takie wtedy były przepisy i rozkazy przełożonych”. A poza tym – „przecież dlaczego karać te panie, co sprzątały w lokalach SB podłogi i parzyły funkcjonariuszom herbatę”? Właściwe pytanie powinno brzmieć: a dlaczego mają mieć wyższe emerytury od tych, które sprzątały podłogi i parzyły herbatę w w innych lokalach państwowych?

17-09-2020 Kto na Polskę napadł w 1939?

17-09-2020 Kto na Polskę napadł w 1939?

Spotykamy się dziś jeszcze (choć na szczęście coraz rzadziej) ze stwierdzeniami, że w 1939 r. na Polskę napadli „naziści Hitlera i siepacze Stalina” i że owi „naziści i siepacze” są odpowiedzialni za likwidację swobodnego politycznego bytu naszego kraju i za zbrodnie na Polakach. Upieram się, że na Polskę napadły regularne armie państw ościennych III Rzeszy Niemieckiej (1.września) i ZSSR (17.września). I to uprawnione władze tych państw podejmowały decyzje wobec Polaków na zajętym przez te armie terenach: za morderstwa, zamykanie obozach i łagrach i masowe przesiedlenia. Systemy polityczne, jakie w nich dominowały, nie zostały tam narzucone przez okupantów czy inne siły dla tych państw zewnętrzne. Niemcy ostatecznie uznały swą winę – choć nie do końca. Jeszcze niedawno tu w Łodzi prowadzono na mnie nagonkę za to, że upierałem się, by nie sugerować, że to jakieś bojówki NSDAP (czyli naziści) napadli na Polskę i popełnili tu zbrodnie przeciw ludzkości. I nie żadni „siepacze” lecz Armia Czerwona i administracja sowiecka dokonały inwazji na Polskę i zbrodni wobec jej obywateli. ZSSR (ani jego prawny następca, jakim jest Rosja) nie odniósł się jednoznacznie i ostatecznie do swej agresji na nasz kraj, choć do dziś wschodnie granice Rzeczypospolitej dobrze odzwierciedlają ustalenia ostatecznej umowy między tym krajem a III Rzeszą. I Rosja, przy wsparciu międzynarodowego lewactwa, skutecznie blokuje wszelkie międzynarodowe inicjatywy na rzecz nazwania agresorów po imieniu.

08-09-2020 A Łódź ze ściekami kłopotów nie ma…

08-09-2020 A Łódź ze ściekami kłopotów nie ma…

Łodzianie mogą ze zdumieniem, ale i z satysfakcją patrzeć na warszawskie kłopoty ze ściekami zatruwającymi Wisłę. Ze zdumieniem, bo przecież Warszawa to najbogatsze miasto w Polsce, z budżetem tak wielkim, że inne samorządy nawet pomarzyć o podobnym nie mogą. A już na pewno nie jest on osiągalny (nawet w połowie) przez samorząd łódzki. Z satysfakcją – bo ten problem od kilkunastu lat jest u nas rozwiązany. Owszem mieliśmy ze ściekami problem przez dziesięciolecia. Kanałami do łódzkich rzeczek, a za ich pośrednictwem do Wisły i do Odry, spływały nie tylko ścieki komunalne, ale i przemysłowe. Budowę tzw. Grupowej Oczyszczalni Ścieków, zwanej w naszym mieście pieszczotliwie „Gośką”, rozpoczęto jeszcze w latach 1970ych. Ale jakoś „nie szło” i problem został ponownie „na poważnie” podjęty dopiero po wolnych wyborach samorządowych w 1990 r. Prezydent Grzegorz Palka odziedziczył miasto i jego budżet w stanie katastrofalnym. Ale był to czas, gdy Polska cieszyła się ogromną sympatią w społeczeństwach zachodnich. Grzegorz wykorzystał bardzo ciepłe stosunki z samorządem francuskiego Lyonu i przyjął ofertę firmy doświadczonej, mającej dobry status finansowy, która pod patronatem władz obu partnerskich miast podjęła się budowy nowoczesnej oczyszczalni. Powstała polsko-francuska spółka, w której udziały miało także miasto Łódź. Jej celem był nadzór nad inwestycją. Łódź miała gwarantowane stanowisko Prezesa Zarządu i Przewodniczącego Rady Nadzorczej. Prace „ruszyły z kopyta”, ale niebawem zostały zablokowane przez następcę Grzegorza, który z poparciem Unii Demokratycznej i lewicy sprawę zablokował. Łodzianie złośliwie komentowali, że postanowił „nie oddawać łódzkiego g—- we francuskie ręce”. Głosił, że dokończy inwestycji sam i sam uzyska odpowiednie kredyty w zachodnich bankach. Kredytów nie uzyskał, bo Łódź nie miała odpowiednio wysokiej wiarygodności finansowej. Sprawa „buksowała” aż do czasów objęcia prezydentury przeze mnie. Za mojej kadencji inwestycja podstawowa została zrealizowana. Wielu było „ojców sukcesu”, ale skoro ewentualne niepowodzenie obciążyłoby Władze Miasta, to pozwolę sobie stwierdzić, że krąg „autorów sukcesu” można ograniczyć do mnie jako Prezydenta Miasta i moich najbliższych współpracowników – Włodzimierza Tomaszewskiego, Marka Michalika i Marka Pyki. Nam Łódź zawdzięcza to, że na katastrofę warszawską patrzy się ze współczuciem i z oburzeniem. A w Łodzi – z dumą i satysfakcją.

07-09-2020 Niezwykły antykomunista i obrońca demokracji

07-09-2020 Niezwykły antykomunista i obrońca demokracji

Pan Dariusz Kajetan Rosati, b.minister spraw zagranicznych, poseł i europoseł oraz b.funkcjonariusz różnych instytucji międzynarodowych postanowił zostać AUTORYTETEM MORALNYM, budzącym sumienia i potępiającym zło w polityce. W swoich niedawnych wpisach na mediach społecznościowych schłostał ostrzem swej krytyki PiS jako współczesną postkomunę.

Akcja policji wobec nielegalnej demonstracji zwolenników LGBT skojarzyła mu się z pałowaniem studentów przez ZOMO w marcu 1968 r.

Stwierdził też, że takich „dyspozycyjnych służalców” (obecnie wobec PiSu) to on pamięta ze stanu wojennego.

Warto przypomnieć:

– współczesną postkomuną to są organizacje, które p. Rosati swoim członkostwem zaszczycił. I one nawet tego nie kryły i nie kryją. To, że dziś jest członkiem PO uważanej w Unii Europejskiej za organizację chadecką, faktu nie zmienia. Ani to, że PO jest chadecją „szczególnego rodzaju”.

– Pan DK Rosati w r. 1968 był od dwóch lat członkiem PZPR. I nie wiadomo nic o jego aktywności, czy choćby uczestnictwie w manifestacjach studenckich, ani o konsekwencjach za to poniesionych. Nic nie przeszkodziło mu w otrzymaniu etatu na uczelni oraz w karierze – i naukowej i politycznej. Znam (bo na tym samym wydziale studiowałem na starszym roku) ludzi, którzy wskutek zaangażowania się w ówczesne protesty byli relegowani ze studiów lub po ich zakończeniu nie mieli szans na pracę w Warszawie. Znam też jednego b.kandydata do PZPR, który wskutek prowadzenia wiecu studenckiego został z owego PZPR wywalony i cofnięto mu obietnicę etatu. Ale to nie był p. Rosati.

– W stanie wojennym p. Rosati awansował w strukturze partyjnej – w latach 1981-85 pełnił funkcję sekretarza (czyli szefa, bo takie tam nazewnictwo tam wtedy obowiązywało) w Komitecie Uczelnianym (POP) PZPR. To ta jednostka organizacyjna partii prowadziła czystki na uczelni. Miała oczywiście służalców – ale sama też się z nich składała. Tylko z bardziej „gotowych do służby”.

Pan Rosati chyba sądzi, że te informacje zniknęły już z pamięci i dokumentów. Nie zniknęły. W każdym razie – nie wszystkie zniknęły. Przypomina się stare powiedzenie: „ubrał się diabeł w komżę i ogonem na mszę dzwoni”.

04-09-2020 Pierwszy ‘’aneks’’ do wypowiedzi moich Przyjaciół na łamach DŁ – dziś o Konferencji Ekonomicznej

04-09-2020 Pierwszy ‘’aneks’’ do wypowiedzi moich Przyjaciół na łamach DŁ – dziś o Konferencji Ekonomicznej

Dziennik Łódzki (chwała jego Wydawcy za to) uczcił 40 Rocznicę „Solidarności” Dodatkiem Specjalnym z wypowiedziami różnych „bohaterów tamtych dni”. W tym roku (i następnym) postaram się coś tam uzupełnić i coś tam sprostować. Dziś o konferencji „Reforma gospodarcza a warunki realizacji porozumień społecznych”, która, pod patronatem Krajowej Komisji Porozumiewawczej NSZZ „Solidarność” odbyła się na Wydz. Ekonomiczno-Socjologicznym UŁ w dniach 20-21.12.1980. Pan Jacek Saryusz-Wolski w swej wypowiedzi stwierdził, że „spirytus movens tej konferencji był Jerzy Kropiwnicki…”. Otóż dla mnie nie ulega wątpliwości, że tę rolę spełniał właśnie Jacek S-W. Z pomysłem zorganizowania takiej konferencji przyszła do mnie p. Anna Fornalczyk, dziś profesor ekonomii, wówczas Przewodnicząca Tymczasowego Komitetu Założycielskiego NSZZ „Solidarność” na Wydz. Ek-Soc, a poza tym moja koleżanka z Instytutu Ekonomii Politycznej. Stwierdziła przy tym, że entuzjastycznie odniósł się do tego projektu doc. Wiesław Caban, wówczas dyrektor Instytutu i gotów jest jej przewodniczyć. Oraz że dla tak ważnej sprawy warto uzyskać patronat przynajmniej łódzkiego MKZ. Pomysł mi się spodobał. Z uzyskaniem patronatu łódzkich władz Solidarności nie było problemu. Entuzjastycznie przyjął tę propozycję zarówno przewodniczący Andrzej Słowik jak i „wice” Grzegorz Palka. Andrzej stwierdził, że da się zyskać patronat krajowych władz NSZZ „Solidarność” i zaproponował mi wspólny wyjazd na posiedzenie tzw. „Jedenastki”, spełniającej wówczas rolę Prezydium władz. Wchodzili w jej skład przedstawiciele największych regionów. Jechał z nami także radca Tadeusz Grabowski, który miał jakieś zobowiązania postrajkowe w stosunku do MKS Stoczni Szczecińskiej. Obradami Jedenastki kierował Andrzej Gwiazda. Lech Wałęsa „obsługiwał” wiece organizowane na terenie miasta. Nie było kłopotu z uzyskaniem patronatu. Andrzej Gwiazda, choć był „za”, to demonstrował swoje ograniczone zaufanie do osób, które nie były w opozycji przedsierpniowej. A nie byliśmy ani my, ani szef mojego instytutu. Obowiązki Sekretarza Konferencji władze Instytutu powierzyły Jackowi S-W i na niego spadł cały ogrom tej roboty. Listę zaproszonych ułożył doc. Wiesław Caban. Nie chciał na niej umieścić nazwisk Doradców Związku z przedsierpniowej opozycji, jeśli nie byli ekonomistami. Był to błąd pierwszy taktyczny, bo w efekcie zarówno Bronisław Geremek jak i Jacek Kuroń poczuli się urażeni i wyniki Konferencji „nie przebiły się” do oficjalnych dokumentów Związku. Spośród czołówki ówczesnej polskiej ekonomii zaproszenie przyjęli wszyscy. Nie uczestniczyli w niej jedynie tak oczywiści „reżimowcy” jak np. prof. Wiesław Iskra, autor wydanej przez WSNS przy KC PZPR „Ekonomii Politycznej Socjalizmu”, uważany za „nadzorcę ekonomii i ekonomistów z ramienia Partii”, czy prof. Leszko Miastkowski z naszego Instytutu Ekonomii, który „odżył” dopiero w stanie wojennym. Niestety nie było także prof. Janusza Górskiego… Byli natomiast tacy jak Edward Lipiński (nestor polskiej ekonomii i członek KOR), Czesław Bobrowski przedwojenny PPSowiec, założyciel CUP i twórca Planu Trzyletniegop (1945-1948) zakładającego trwały udział sektora prywatnego w gospodarce PRL, Jan Mujżel, Cezary Józefak (późniejszy senator z listy Solidarności), Jerzy Dietl (później też senator), Witold Trzeciakowski (później minister w rządzie T. Mazowieckiego. Młodsze pokolenie reprezentowali Waldemar Kuczyński (później doradca T. Mazowieckiego) i Ryszard Bugaj (wówczas ekspert i działacz NSZZ „Solidarność”). Dominowali oczywiście ekonomiści o poglądach lewicowych – ale raczej niereżimowi. Uczestniczyło też 117 delegatów związkowych z 32 MKZów. Skład w sumie dość oryginalny. Ja dość swobodnie poruszałem się między tymi dwoma światami oraz dość ostro (nadmiernie ostro) traktowałem dziennikarzy oficjalnych mediów i zapewne dlatego Jacek przypisał mi większą rolę niż jego własna. Tymczasem to jemu zawdzięczamy to, że wystąpienia zostały nagrane, spisane, opracowane i wydane w formie książkowej. Byli także na Sali przedstawiciele Komitetu Łódzkiego PZPR – ale jedynie jako obserwatorzy. Bardzo w sprawy organizacyjne zaangażowali się moi koledzy z Instytutu – zwłaszcza wspomniana już Anna Fornalczyk, ale także Maria Wrotniak i sekretarka Instytutu Danuta Musierowicz. Organizatorzy Konferencji (W.Caban, J. S-W i Anna F.) zostali wprowadzeni w błąd pozorną przychylnością lub przynajmniej „neutralnością” władz. Jacek napotkał ogromne trudności z uzyskaniem zgody Urzędu Cenzury na druk materiałów po-konferencyjnych. Gdybyśmy od razu przewidzieli te trudności, skorzystalibyśmy z drukarni związkowej. My cenzorami nie zamierzaliśmy się przejmować. Brak zaproszenia wpływowych ekspertów KKP oraz opóźnienia w druku materiałów wynikające z konieczności przełamywania oporu cenzury spowodowały, że skutki Konferencji były bardzo ograniczone. W publikacjach sponsorowanych przez IPN wspomnienie o niej pojawiło się dopiero w XXI w. Konferencja była początkiem mojej przyjaźni i współpracy z Jackiem S-W. Po tej Konferencji zaproponowałem mu stałe i oficjalne zastępowanie mnie w funkcji Rzecznika Prasowego MKZ. Gdy po raz pierwszy zgłosił się do siedziby MKZ pod moją chwilową tam nieobecność i przedstawił się tam jako „zastępca rzecznika prasowego”, zaproponowano mu kręcenie korbą powielacza przy druku gazety związkowej. Z poświęceniem wziął się do tego i dopiero moje przybycie uwolniło go od takich „obowiązków technicznych”…

03-09-2020 Reżimowy dziennikarz stanu wojennego obrońcą wolności słowa?!

03-09-2020 Reżimowy dziennikarz stanu wojennego obrońcą wolności słowa?!

Świat się kończy(chyba). Pan Marek Niedźwiedzki do niedawna dziennikarz radiowej „Trójki” udzielił obszernego wywiadu Wyborczej na temat powodów zerwania swej wieloletniej współpracy z ową „Trójką”, na antenie której tworzył słynną „Listę Przebojów”. Odszedł w proteście przeciw próbom ograniczenia wolności w mediach publicznych. A konkretnie po zarzucie kierownictwa, że zmanipulował Listę, by wypromować krytyczny wobec Jarosława Kaczyńskiego song Kazika. Pan Niedźwiedzki dość mętnie tłumaczy tę sytuację, pozostawiając swych czytelników w „stanie niejasności poznawczej”. Wyraźnie natomiast przebija z jego słów, że uważa „Listę” za swoją własność, z wszystkimi tego stanu konsekwencjami. Ale dla mnie to w sumie mniej istotne. Bardziej wzburza mnie to, że dopiero teraz odszedł z publicznego radia i to z własnej woli. Oraz w aurze obrońcy wolności mediów publicznych. Powinien zostać stamtąd wyrzucony najpóźniej w 1990. Za wysługiwanie się reżimowi komunistycznemu w stanie wojennym. Pracę w państwowej radiostacji rozpoczął w 1982 roku! Warto przypomnieć, że w tymże roku przeprowadzano czystki polityczne w prasie, radiu i telewizji. Niektórych władza chciała utrzymać na antenach – ale z poczucia przyzwoitości i na znak protestu przeciw opresyjnemu reżimowi odchodzili sami. I wtedy pracę w reżimowej rozgłośni podejmuje p. Marek Niedźwiedzki. Jest to człowiek b.inteligentny, więc trudno przyjąć, że nie wiedział, gdzie się zatrudnia i jakie zadanie ma wykonywać. Władze komunistyczne miały ogromny „ból głowy”: jak oderwać młode pokolenie od manifestacji w obronie wolności i niepodległości Polski. Uznały, że ten zasób młodej energii musi się wyładować m.in. w spektaklach muzyki popularnej na Zachodzie – w polskim jej wydaniu. Stąd Lista Przebojów radiowej „Trójki” (oraz „róbta co chceta” – byle nie protesty przeciw komunie – w wykonaniu innego idola wówczas wykreowanego). Program „Trojki” był tak starannie kontrolowany, że bez jakichkolwiek ingerencji transmitowano go w radiowęzłach więziennych – nawet na oddziałach, na których przebywali więźniowie polityczni. Nasłuchałem się tych kolejnych wydań Listy Przebojów w więzieniu w Barczewie. Gdy wychodziłem stamtąd, znałem wszystkie przeboje we właściwej kolejności – wszystkie te „falowania i spadania”, „patrzenia na Żerań” z tęsknotą, która „zżera” i „radia gaga” znałem na pamięć. I pamiętam te „niespodziewane wizyty uczniów warszawskiej szkoły” w Studiu „Trójki”. Pan Redaktor sam zresztą nie kryje, że jak mu zakazywano promowania jakiejś piosenki – to to wykonywał posłusznie. Ewentualnie sygnalizując swój sprzeciw „charakterystycznym kilkutaktowym fragmentem”. Bohater. Dziwi mnie tylko jedno – choć, niestety, coraz mniej: dlaczego czasopismo założone przez przeciwników stanu wojennego promuje takie „narzędzie” komisarzy komunistycznych ds. kultury w mediach.

02-09-2020 Byliśmy faszystami?!

02-09-2020 Byliśmy faszystami?!

Pan Leszek Miller, były aparatczyk PZPR i przywódca postkomunistów w felietonie umieszczonym na łamach poczytnego tabloidu SUPEREXPRESS wśród faszystowskich haseł wznoszonych przez manifestantów w Polsce wymienił RAZ SIERPEM, RAZ MŁOTEM W CZERWONĄ HOŁOTĘ. Uprzejmie informuję, że hasło to było wznoszone (i to najczęściej!) przy okazji antyreżimowych manifestacji w Polsce w latach 1981-1989. Ale także i potem. Było zawsze skierowane przeciw opresyjnemu systemowi i jego sługusom. Przypomnieć warto, że w historii naszego Narodu oba systemy – nazistowski (faszystowski) i komunistyczny dopuściły się niewybaczalnej zbrodni na Polakach i na naszym państwie. I oba są jednakowo potępione w naszym prawodawstwie.

01-09-2020 Co odbiera rozsądek niektórym profesorom?

01-09-2020 Co odbiera rozsądek niektórym profesorom?

Pan Marcin Król, profesor, filozof, historyk idei, publicysta itd., itd., oraz Przewodniczący Rady Fundacji im Stefana Batorego udzielił b.długiego wywiadu Dziennikowi Łódzkiemu. Jego wypowiedź zawiera ogromną ilość insynuacji i niemały zestaw „stwierdzeń niemających pokrycia w faktach”. Szczyt osiągnął przy porównaniu kwalifikacji pozapolitycznych dwóch prezydentów – Aleksandra Kwaśniewskiego i Andrzeja Dudy. Aleksander Kwaśniewski „jeździł z wykładami, pełniąc funkcje profesora w Ameryce.” Natomiast Andrzej Duda „był adiunkcikiem, który jeździł do Nowego Tomyśla, do filii małego prywatnego uniwersytetu z Poznania.” Autor pomija fakt, że p. Kwaśniewski nie ukończył studiów wyższych i nie ma nawet stopnia magistra, a p. Duda jest doktorem prawa oraz że pracował także na Uniwersytecie Jagiellońskim. Co się stało szanowanemu dotąd powszechnie p. Profesorowi?

31.08.2020 Jutro rocznica napaści III Rzeszy Niemieckiej na Polskę

31.08.2020 Jutro rocznica napaści III Rzeszy Niemieckiej na Polskę

Jutro rocznica napaści III Rzeszy Niemieckiej na Polskę – i proszę przy tej okazji nie opowiadać o tym, że Rzeczypospolita toczyła wojnę obronną z jakimiś „nazistami”, czyli bojówkami partyjnymi! Na nich wystarczyłoby kilka oddziałów Policji Państwowej RP.

Uroczystości w Łodzi odbędą się 1.09.2020 (jutro) pod Pomnikiem Pamięci w Parku Helenowskim (skrzyżowanie u. Sterlinga z ul, Północną).